piątek, 7 czerwca 2013

Matura z polskiego, cz. II

W pierwszej części cyklu opisałem, jak to się dzieje, że uczniom uzdolnionym humanistycznie na egzaminie podcina się skrzydła. W drugim odcinku przyjrzę się mechanizmom windującym wzwyż uczniów najsłabszych i kwestii kreatywności na maturze z polskiego.

Zarzut 2 

Egzamin dojrzałości zda najgorszy baran. Nie trzeba się uczyć ani czytać lektur. Tak twierdzi wielu nauczycieli (choć często skrzętnie do ostatniej chwili ukrywają to przed swoimi maturzystami), tego zdania są liczni wykładowcy akademiccy, których zalewa fala dumnych absolwentów z dyplomami dojrzałości w garści i pustką w głowach. Sztandarem tego nurtu krytyki jest internetowy program Matura to bzdura

Upowszechnienie egzaminu niechybnie musi oznaczać spadek poziomu. Ale egzamin z polskiego cierpi na szczególnie przykrą odmianę tego schorzenia. 

Na Mazowszu w zeszłym roku język polski zdało 96,5% maturzystów. Trudno nie zdać. Dla porównania z matematyki odsetek sukcesu wynosił 87,4%. Różnica niemal 10%! Czyżby polski był tak prostym przedmiotem? Ciężko w to uwierzyć, wziąwszy pod uwagę fakt, że kończący szkołę często mają problem z poprawnym skonstruowaniem jednego akapitu tekstu. Niestety, nie opłaca się wkładać wysiłku w naukę, jeśli ma się niemal murowaną pewność, że delikwent, choćby najszpetniej kaleczył mowę ojczystą, i tak zda. 

Jak to się dzieje? Przyjrzyjmy się sposobowi punktowania egzaminu z polskiego. Na poziomie podstawowym do zdobycia jest 70 punktów. Zaliczenie od 30% oznacza, że trzeba mieć ich minimum 21. Jak zdobyć “oczko”? Nic prostszego. W wypracowaniu osobno oceniany jest język, styl, kompozycja i zapis (ortografia i interpunkcja). Żeby nie dostać choćby minimalnych punktów w tych kategoriach, trzeba być naprawdę nogą. Tak więc praktycznie za nic maturzysta ma na starcie 1 punkt za styl, 3 za język, 1 za kompozycję, z zapisem bywa różnie, ale od czego są zaświadczenia o dysgrafii. To są prezenty od komisji. Przynajmniej 5 punktów na starcie, czyli już mamy 7% - jedna trzecia sukcesu. Kolejne punkty można zdobyć bez rozumienia tematu za oczywiste komunały typu: kto jest bohaterem załączonego fragmentu, co robi i co mówi (konstatacje na poziomie podstawówki). Wystarczy jeszcze w czytaniu ze zrozumieniem wstrzelić się dobrze w parę pytań i matura z głowy. 

Dla najsłabszych egzaminatorzy mają koło ratunkowe. Struktura wyników egzaminu z polskiego na Mazowszu w roku ubiegłym (pisałem o tym tydzień temu) wyglądała tak:
Wyniki matury z języka polskiego 2012 (wykres ze sprawozdania OKE w Warszawie)
Wykres przypomina wzorcową krzywą Gaussa. Z jedną aberracją. Tuż przed 30% zaczyna nagle opadać, a po przekroczeniu magicznej granicy triumfalnie wystrzela w górę ze zdwojoną siłą. Tajemnicę tego cudu tłumaczy raport OKE w Warszawie: Jest to efekt postawy egzaminatorów, którzy ze szczególną starannością analizowali prace mieszczące się na tej właśnie granicy (s.70). W przeciwieństwie do przedmiotów ścisłych na języku polskim, choćby nie wiem jak precyzyjne było ostrze klucza, zawsze pozostaje pewna uznaniowość. 

Dzięki temu w statystykach widać wyraźnie efekt “punktów w prezencie” i “szczególnej staranności” egzaminatorów. Taki poziom trudności demoralizuje. Próg zaliczenia przy zastosowanym sposobie punktowania jest o jakieś 710 procent za niski. W efekcie matura z polskiego staje się szczególnie wdzięcznym obiektem szyderstw. 

Zarzut 3

Egzamin maturalny z polskiego zabija kreatywność. Niestety jest to prawda. Mam porównanie, czytam hurtowo rozprawki gimnazjalistów i wypracowania pod klucz z liceum. Prace z gimnazjum czasem są ciekawe i odkrywcze, czasem naiwne i nieporadne, ale coś się w nich dzieje. Widać pulsowanie idei, systemy wartości, wrażliwość na sztukę i życiowe doświadczenie. 

Z wypracowań maturalnych wieje nudą. Są (bo muszą być) schematyczne. Jeśli nie są, obowiązkiem nauczyciela jest napisać obok czerwonym długopisem: nie na temat. Bolesnym doświadczeniem belfra jest kastrowanie w pierwszej klasie po gimnazjum wszelkich przejawów samodzielności sądów, które pojawiają się jeszcze nieśmiało przez kilka miesięcy, aby w drugiej klasie całkowicie zaniknąć (sukces dydaktyczny!). Struktura pracy jest narzucona, nie pozwala uczniom na kreatywność, co najwyżej można zamieniać kolejność poszczególnych partii tekstu. 

Idea wypracowania z kluczem jest płytka, bo jest to tylko pozornie wypracowanie. W rzeczywistości praca polega na sformułowaniu odpowiedzi na pytania, wplecione do tematu. Równie dobrze można by je umieścić jako osobne zadania. Przykładowo, jeden z tematów 2011 brzmiał:

Analizując podane fragmenty powieści Zofii Nałkowskiej “Granica”, przedstaw obraz Justyny i jej związku z Zenonem w oczach różnych bohaterów powieści. 

A w kluczu odpowiedzi punkty przyznawane za:
Autor: Louish Pixel; licencja:  CC BY-NC-ND 2.0
  • Przedstawienie stosunku pani Żanci do Justyny i jej związku z Zenonem
  • Przedstawienie stosunku Zenona do Justyny i jej związku z nim
  • Przedstawienie opinii Elżbiety o Justynie i związku z Zenonem
  • Przedstawienie opinii Justyny o sobie i jej związku z Zenonem
Nuda. Na samą myśl o pracy wyczerpującej powyższe zagadnienia chce się ziewać. 

Maturzysta jest marionetką, punkty z klucza to sznurki, ograniczające jego ruchy. Chce zdać – musi odegrać wyznaczoną mu rolę mało ambitnego interpretatora tekstu. A gdzie dyskurs o wartościach, choćby o etycznych konsekwencjach dla niewiernych mężów? Niestety, klucz wymusza monotonne mechaniczne punktowanie.

Uszczegółowienie klucza uczy patrzenia na świat szczegółów (to nie to samo co patrzenie analityczne), efekt zamiast filologicznej analizy przypomina niestety zbyt  często strasznych mieszczan z wiersza Tuwima, którzy  

patrząc – widzą wszystko oddzielnie
Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…

Ostatnia część cyklu znajduje się tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz