wtorek, 7 stycznia 2014

Pruski system edukacji (1)

Uważamy dzwonki, 45-minutowe lekcje  i system klasowy za coś oczywistego i uniwersalnego. Innej szkoły sobie nie wyobrażamy. Tymczasem to, jak wygląda dzisiejszy system edukacji to efekt projektu wcielonego w życie około 200 lat temu. Czy można uczyć inaczej? Choć trudno nam to sobie wyobrazić, szkoły nie zawsze tak wyglądały i nie jest to jedyny możliwy sposób nauczania. O tym, skąd się wzięły nasze szkoły i jaki to ma wpływ na ich funkcjonowanie, opowiem w tym dwuczęściowym wpisie. Dzisiaj krótki rys historyczny, za tydzień szerzej napiszę o konsekwencjach stosowania takiego paradygmatu nauczania.

System pruski

Obecny system szkolny narodził się w Prusach przełomu XVIII i XIX wieku. Fryderyk Wilhelm I jako pierwszy skutecznie wprowadził w swoim państwie powszechną edukację. Przy pracy nad projektem współpracował wybitny filozof epoki, Wilhelm Humboldt, który jednak nie był zbyt zadowolony z efektu poczynań księcia. Nic dziwnego, priorytety filozofa i priorytety władcy musiały się rozmijać. Szkoły Fryderyka Wilhelma sterowane były centralnie przez sztab urzędników, kształciły według odgórnie ustalonych planów i serwowały wychowankom odpowiednio przygotowaną listę lektur, wszystko to pod opieką certyfikowanych nauczycieli.  Pojawiły się lekcje i dzwonki, wystawiano oceny. Jako naukę rozumiano przede wszystkim przyswajanie konkretnych wiadomości, choć za podstawę uznano umiejętność pisania, czytania i najważniejsze działania algebraiczne. Nacisk kładziono na indywidualną pracę każdego z uczniów, nie skupiano się na zajęciach grupowych. Dobrze zdany egzamin końcowy, pierwsza w dziejach matura, dawał wstęp na uniwersytety i gwarantował szybką karierę zawodową. 

Było to zjawisko idące z prądem ówczesnych idei. Właśnie coś takiego usiłowali wprowadzić kilkadziesiąt lat wcześniej reformatorzy z Komisji Edukacji Narodowej, nazywanej szumnie pierwszym na świeci ministerstwem edukacji, zabory jednak przerwały ten proces. Przez cały oświecony wiek XVIII pojawiały się w Europie próby upowszechnienia edukacji, kończyły się jednak fiaskiem, zazwyczaj ze względu na brak funduszy i odpowiedniego zaplecza do tak potężnego przedsięwzięcia. Na gruncie ideałów oświecenia racjonalni marzyciele chcieli stworzyć nowego racjonalnego człowieka, wyrwać szkolnictwo spod kościelnego nadzoru i dzielić się skarbnicą wiedzy ludzkiej z szerokimi masami. Wielka encyklopedia była wielkim projektem, ale jej zasięg był ograniczony, edukacja powszechna dałaby wszystkim wyłączonym poza nawias historii szansę odnalezienia się w nowym oświeconym świecie, w którym każdy ma nie tylko prawo, ale i powinność zdobywania wiedzy.

Wady nowej szkoły

A więc tak nowo powstałej szkole przyświecały szczytne idee, równość wszystkich w dostępie do wiedzy, wolność, samodzielność każdej jednostki dzięki zdobytej przez nią wiedzy. Nie było jednak tak różowo. Marzenia filozofów, jak uczy historia, podejrzanie często w praktyce stają się własną karykaturą. XIX-wieczne Prusy były monarchią absolutną i pruski dryl miał niemałe przełożenie na szkołę. Nauczyciele mieli za zadanie kształcić posłusznych państwu obywateli. Umiejących czytać i pisać urzędników oraz żołnierzy (to w XIX wieku zaroiło się od pamiętników pisanych na europejskich frontach). Obywateli wykształconych na tyle, ile trzeba, ale nie wolnomyślnych. Sprawnych rzemieślników w swoim fachu, ale nie artystów. Posiadających podstawy wiedzy, ale nie zbyt szerokie horyzonty. To zrozumiałe w czasach, gdy nad kontynentem unosi się wciąż widmo rozprzestrzeniającej się rewolucji napoleońskiej. Szkoła pruska miała utrzymywać społeczne status quo i być zapleczem do rozwoju potęgi Prus. Ken Robinson przyrównał ten system do programowania wielkiego żywego komputera. Władzy było potrzebne, aby przyszli pracownicy machiny biurokratycznej mieli podstawowe umiejętności kopiowania i przetwarzania urzędniczych danych. 

Rozprzestrzenianie się systemu

Gdy nastała druga połowa XIX stulecia, nowy system podbił całą niemal Europę, trafił do Ameryki i na daleki Wschód. Okazało się, że doskonale spełnia też potrzeby przemysłowców, którzy w początkach epoki industrialnej potrzebowali pracowników na tyle wyedukowanych, by przeczytać podstawową instrukcję i zrozumieć podstawy procesów produkcji, przygotowanych już w szkole do  posłuszeństwa i monotonnej rutyny pracy.  Najwięksi przemysłowcy przełomu XIX i XX wieku  współfinansowali systemy oświatowe. Dla Henry'ego Forda, który jako pierwszy w swojej fabryce w Detroit, USA (1914), wprowadził taśmę produkcyjną, zarzucając metody rzemieślnicze, szkoła w typie pruskim była doskonałym dostawcą pracowników. Przyzwyczajonych do posłuszeństwa i monotonnego wykonywania zaplanowanych mechanicznych czynności. Nie muszę chyba pisać że system pruski w świecie przemysłu XX wieku miał się świetnie. Czasem tylko jakiś szalony myśliciel pokroju Witkacego, budził się przerażony z koszmaru o technokratycznej rewolucji, która wyzuje nas wszystkich z człowieczeństwa. 

W kolejnym wpisie opowiem, jak ten dwusetletni porządek przekłada się na naszą rzeczywistość i co z tego wynika. Nie potrafimy już wyobrazić sobie inaczej funkcjonującej szkoły. Nic w tym dziwnego,  przecież sami jesteśmy jej produktem. A szkoda, bo możliwości mamy naprawdę wiele.
--------------------------------------------------------------------------

PS: Zaciekawił cię ten wpis? Interesuje cię tematyka bloga? Zapraszam do odwiedzenia i polubienia strony bloga NAUCZANIE W SZERSZYM PLANIE na Facebooku.

1 komentarz:

  1. Witam, w tekście jest błąd, to nie mógł być Fryderyk I, ponieważ ten zmarł w 1740 roku
    Chodzi o Fryderyka III
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń