czwartek, 13 czerwca 2013

Matura z polskiego, cz. III

W poprzednich wpisach przyjrzałem się trzem z zarzutów formułowanym wobec obecnej matury z polskiego. Dziś pora na zamknięcie cyklu i podsumowanie. 

Zarzut 4 

dotyczy tematyki poruszanej na egzaminie. Mówi się, że matura epatuje przebrzmiałym patriotyzmem, a tematy są niedopasowane do współczesnej rzeczywistości. Na tegoroczne matury utyskiwał ostatnio na swoim blogu łódzki polonista Dariusz Chętkowski. Ja postanowiłem zrobić przegląd tematów od 2005 roku. Dziewięć egzaminów, na każdym po dwa zagadnienia do wyboru. Zacząłem od zestawienia tak zwanych epok literackich. Oto wyniki: 
Literatura do egzaminu praktycznie zaczyna się od romantyzmu, “maturalnym królem” jest Mickiewicz. Kolejne epoki reprezentowane są o wiele skromniej, ale w miarę regularnie aż do tekstów po 1939 roku, których jest tylko 3. Łatwo policzyć: od 1939 roku do dziś minęło ponad 70 lat. Trzy utwory reprezentujące ten okres to gorzej niż mało w porównaniu z czterema tekstami na dwie dekady międzywojnia lub siedmioma na 40 lat trwania polskiego romantyzmu. Współczesność wraz z jej tematyką i wizją świata na maturze prawie nie istnieje.

Wśród utworów od 1939 roku dwa mają w temacie II wojnę światową, jeden pyta o tęsknotę emigranta, ale w nieco niedzisiejszym kostiumie (Mickiewicz + Jasnorzewska). Nie ma nic, co by mówiło o egzystencji człowieka w świecie współczesnym. Nie ma “Dżumy” Camusa, “Tanga” Mrożka, nic z poezji Miłosza, Herberta, Szymborskiej.
Maturalny król

Niepodzielnie panuje romantyzm. Pojawił się w sześciu z dziewięciu arkuszy. Dorota Siwicka w książce “Zapytaj Mickiewicza” postawiła śmiałą tezę, że XIX-wieczny wieszcz jest poprzez swoje teksty w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania współczesności, ale za każdym razem będzie to odpowiedź dla nas niezadowalająca. Mickiewicz jest niedzisiejszy. Winne jest między innymi odmienne niż dawniej poczucie estetyki, które nie toleruje już romantycznej dawki patosu, zupełnie inne pojmowanie historii.

Wcale nie każde wypracowanie porusza problem patriotyzmu. Pojawia się on mniej lub bardziej wprost w sześciu wypracowaniach, ale równie często powracają kwestie relacji między ludźmi, portrety zbiorowości lub jednostek, moralne oceny. Jako ciekawostkę można potraktować fakt, że odwieczny temat miłości przewija się jedynie epizodycznie. 

Cóż jednak po tym, jeśli jak już pisałem, egzamin maturalny dusi kreatywność i samodzielność sądu. W zasadzie nie ma większego znaczenia, jaki temat zostanie poruszony. Póki będzie funkcjonował klucz, a tematy będą wymagały odcinania punktów za spostrzeżenia, refleksja własna na egzaminie dojrzałości pozostanie zduszona.

Na otarcie łez trzeba dodać, że matura to nie tylko wypracowanie. Istotnym jej elementem jest test na czytanie ze zrozumieniem. Oto przyczółek nowoczesności! Powracającymi tematami są Internet (Nieznośna lekkość bloga, Internet: śmietnik czy sezam kultury, Wikipedia, czyli jeszcze nigdy...), psychologia (Hipnoza  pomost do podświadomości, Rozmowa, czyli jak mówić i słuchać), a tegoroczny tekst Świat w 44 zerach jest zgrabną afirmacją piękna świata, widzianego przez okulary nauki.

Podsumowanie

Aktualna matura podcina skrzydła utalentowanym i podciąga najsłabszych. Wszyscy ciążą ku przeciętności. Znacznie osłabiona staje się oceniająca funkcja egzaminu. Matura wrzuca wszystkich do jednego worka z etykietką zaliczone. 

Wady systemu z kluczem są niezaprzeczalne. Alternatywą jest system, w którym holistycznie ocenia się poziom realizacji tematu bez rozdrabniania się na poszczególne spostrzeżenia. Tak będzie już za dwa lata.

Podobny system zastosowano w tym roku na egzaminie gimnazjalnym. Tu nauczyciel ocenia stopień realizacji tematu, logikę i trafność argumentacji. Lepiej? Pewnie że tak, ale naturalną konsekwencją będzie wyższa uznaniowość podczas przyznawania punktów, a co za tym idzie – więcej oskarżeń o niesprawiedliwe potraktowanie pracy delikwenta. Im większa swoboda podczas oceny, tym więcej miejsca na subiektywny osąd egzaminatora. Nie ma doskonałego sposobu, ale sądzę, że idziemy w dobrym kierunku. Oby tylko zamiast filologicznej pseudoanalizy zaczęto wymagać samodzielnego myślenia. Przy starym systemie nie było to możliwe, nowy daje taką szansę.

Matura przestała być wyzwaniem, egzaminem dojrzałości jest tylko z nazwy. Podniesienie poprzeczki (jak to stało się w przypadku matematyki) zmotywowałoby nauczycieli do pracy z uczniami nad tworzeniem tekstu, co powinno być podstawową umiejętnością, jaką posiada każdy, kto kończy szkołę. Obecnie to, czego uczy się na lekcjach, nijak się ma do wymagań egzaminacyjnych. Wciąż znajomość treści lektury (czyli faktografia) jest podstawowym wyznacznikiem szkolnej oceny. Przekonanie, że trzeba uczyć umiejętności dopiero kiełkuje wśród belfrów i szybko nie wyrośnie, jeśli na maturze nie będzie się tego naprawdę wymagać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz