środa, 14 sierpnia 2013

Czego uczyć w szkole XXI wieku?

Czy zastanawialiście się, czemu programy szkolne wyglądają tak jak wyglądają, czemu uczy się tego, a o tamtym nie wspomina? Czy zbiór wymagań jest dopasowany do potrzeb? Odpowiedź na pytanie Po co trzeba się tego uczyć? brzmi często Żebyś dostał lepszą ocenę

Wyobraźcie sobie taki finał rozmowy o pracę: Przykro mi, nie nadaje się pan, potrzebujemy kogoś, kto znałby lepiej budowę stawonogów albo Pomyliła pani przydawkę z okolicznikiem, dziękujemy za wizytę, ale to raczej nie jest posada da pani. Z drugiej strony, ilu szczęśliwców nauczyło się już w szkole wypełniać zeznanie podatkowe?

Hmm, może już pora coś tu zmienić? 
(CC BY-NC 2.0 by Al_HikesAZ)
Aktualny system szkolny wywodzi się z XIX wieku, kiedy to potęgi polityczne do sprawnego działania potrzebowały rzeszy urzędników. Adeptom nauki przekazywano umiejętność rachowania i czytania, zaopatrywano ich w niezbędne informacje o świecie i odpowiedni system wartości. Mieli być sprawnymi trybikami w urzędniczej maszynerii. Powstawał mechanizm, pełniący taką funkcję, jaką dziś spełniają komputery. W XXI wieku sytuacja się zmieniła, komputery wykonają za nach kwerendy i wszelką nie wymagającą namysłu robotę. Potrzeba nam ludzi samodzielnych, rozumiejących świat i umiejących świadomie podejmować rozwojowe decyzje. Ludzi, którzy nie zgubią się w globalnej wiosce, w kakofonii rozprzestrzenianych informacji, w tyglu przeróżnych, często sprzecznych, wartości. 

Gdzieś zagubiło się pytanie o sens i cel uczenia. Błędem szkolnych programów jest stosowanie akademickiego podziału, dobrego do dociekań naukowych, ale niepokrywającego się w żaden sposób z obrazem świata młodego pokolenia. Czy mamy ambicję wychować rzeszę akademików? Szkoły nie przygotowują do życia, ale do rozpoczęcia studiów wyższych! 

Dlatego pokusiłem się o intelektualny eksperyment i stworzyłem zupełnie od podstaw nową listę wymagań. Znacznie odbiega ona od tego, co robimy z młodzieżą obecnie. Zawiera dziewięć modułów. Każdy z nich jest równoważny w stosunku do pozostałych. Każdy w odpowiednich okolicznościach życiowych może stać się źródłem potrzebnej wiedzy i umiejętności.
  1. Sztuka i zajęcia praktyczne – to przedmioty marginalizowane w polskiej szkole, traktowane jako gorsze, bo nie mają akademickiej powagi. Szkoły zawodowe, uczące praktycznych umiejętności, nie cieszą się należną renomą. Ten kurs ma na celu praktyczne rozwijanie umiejętności manualnych, tworzenie, ale tworzenie w dobrym guście. Pobudzanie kreatywności: malowanie, rysowanie, szycie, rzeźbienie, zbijanie z desek, czy nawet spawanie. Wszystko, co sprawia, że środowisko wokół nas staje się bardziej przyjazne i użyteczne. Łączy umiejętności praktyczne z estetyką, bo nie wystarczy coś zrobić, trzeba to zrobić ze smakiem. A że nie jest pod tym względem najlepiej, świadczy chociażby współczesna architektura. 
  2. Kultura fizyczna – druga niedoceniana przestrzeń aktywności. Ruch i wysiłek fizyczny potrzebne są dzieciakom jak powietrze. WF to nie tylko rozwój fizyczny, te zajęcia uczą świadomości i akceptacji własnego ciała, ćwiczą siłę woli. Gry zespołowe kształtują umiejętność współpracy. To wszystko oczywiste oczywistości, a mimo to WF traktuje się niezbyt serio. Jak wyżej, brakuje mu akademickiej powagi, nie jest pełnoprawnym szkolnym przedmiotem. 
  3. Myślenie matematyczne – celowo nie napisałem matematyka, chodzi przede wszystkim o rozwijanie umiejętności myślenia matematycznego. Często rachunki przysłaniają to, co w przedmiocie jest najważniejsze, czyli rozpoznawanie matematycznych prawidłowości, znajdywanie rozwiązań, rozumienie zależności. Tak patrząc na przedmiot, płynnie przechodzimy od matematyki do fizyki czy ekonomii, gdzie te prawidła potwierdzają się na żywych przykładach. Rachunki są istotne jako narzędzie do osiągnięcia dalszego celu, jeśli nas przerastają, wyręczy nas komputer lub zwykły kalkulator. Ale jeśli nie rozumiemy matematycznej podstawy problemu, nawet kolorowa aplikacja prosto z WebStore nam nie pomoże.
  4. Odbiór i tworzenie tekstów – żeby dobrze funkcjonować w świecie, trzeba umieć zrozumieć innych i samemu wysyłać do nich jasne komunikaty. Trzeba umieć mówić nie tylko o rzeczach prozaicznych, ale także wyrażać treści bardziej skomplikowane. Mówiąc o tekstach, mam na myśli nie tylko słowo pisane w formie rozprawki, ale różne rodzaje komunikacji: smsy, posty, blogi, artykuły, sprawozdania, nagrania audio i wideo. Komunikujemy się bez przerwy i za pomocą coraz bardziej wyspecjalizowanych narzędzi – to po pierwsze. Po drugie, trzeba wiedzieć, jak odróżnić treść wartościową od śmieciowej, gdzie szukać potrzebnych informacji, jak sprawdzać i krytycznie oceniać źródła. Po trzecie, jak kreować swój wizerunek, jakich danych nie upowszechniać, aby nie narażać się na ryzyko, jakim językiem się komunikować, żeby nie krzywdzić innych. Każdy jest nadawcą tekstów, chce tego, czy nie.
  5. Języki obce – z tym nie jest najgorzej, w tej chwili, już kończąc szkołę średnią, absolwenci posługują się dwoma. Niepokoi trochę marginalizacja rosyjskiego. Świat na Unii Europejskiej się nie kończy, Rosja to potężny sąsiad z dużym rynkiem i bogatą kulturą. Ale trzeba przyznać, że z językami jest znacznie lepiej niż kilkanaście lat temu, gdy zaczynało się naukę angielskiego od zgrzebnej książki English is fun. Wcale nie była fun. Pamiętacie ją jeszcze?
  6. Zastosowanie komputera – poczynając od podstawowych programów aż do programowania. W Wielkiej Brytanii według nowej zreformowanej podstawy już pięciolatki będą oswajane z programowaniem. Świetnie z informatyką radzą sobie uczniowie w Wietnamie. Praca z komputerem powinna być, tak jak umiejętność czytania i pisania, jedną z pierwszych kształtowanych kompetencji. Jeśli o tym nie pomyślimy teraz, przez kilkadziesiąt lat będziemy daleko w tyle nie tylko za Wietnamem.
  7. Wiedza o społeczeństwie i przedsiębiorczość – te dwa po macoszemu traktowane przedmioty to podstawa funkcjonowania w społeczeństwie. Każdy obywatel ma prawa i obowiązki, płaci podatki, skarży lub broni się w sądzie, chodzi na wybory. Świat w XXI wieku jest o wiele bardziej skomplikowany niż jeszcze sto lat temu, łatwo dać się naciągnąć oszustom lub nabrać demagogom. Łatwo zbudować sobie fałszywą uproszczoną wizję świata. W modzie jest utyskiwać na polityków marnujących wspólne pieniądze, ale rzadko słyszy się głos potępienia dla wandali niszczących wiatę na przystanku, która przecież też odnowiona będzie ze wspólnej zrzutki. Jeśli chcemy mieć przedsiębiorcze i rozumne społeczeństwo obywatelskie to najwyższy czas potraktować edukację społeczną poważnej. 
  8. Psychologia, etyka, problemy współczesności – lekcje religii nie zastąpią etyki. To jeden z błędów naszego systemu. Osobny blok powinien być przeznaczony na formowanie ocen etycznych, poznawanie podstaw psychologii, dokonywanie wyborów życiowych, ocenianie świata z naciskiem na formułowanie własnych przemyśleń. Psychologia jako nauka ma już ponad 100 lat, a w szkole jest to wciąż towar deficytowy. Znajomość jej podstaw mogłaby zapobiec wielu problemom i pomóc rozwijać empatię. W tym towarzystwie świetnie znalazłoby się wychowanie seksualne, które obecnie pod enigmatyczna nazwą przygotowanie do życia w rodzinie prezentuje się przynajmniej miernie.
  9. Wiedza o świecie – z mojego programu wypadły sążniste partie wiedzy. Nie możemy jednak puszczać w świat ignorantów, którzy nie wiedzą, co się wokół czego obraca we wszechświecie. Ten blok zawiera wiedzę z zakresu nauk ścisłych, przyrodniczych i humanistycznych, pokazującą nasz stan wiedzy, drogi ludzkich dociekań, rozwój sztuki i kultury. Tu uczeń dowie się, kim był Newton i co to jest grawitacja, pozna podstawy chemii, biologii astronomii, trafi do źródeł cywilizacji Zachodu i zgłębi dzieje świata. Za mało czasu na tak wiele? Na pewno znacznie mniej niż w dzisiejszym programie, ale Herbert George Welles zmieścił swoją Krótką historię świata na niecałych 400 stronach. Wiele informacji pojawia się w pozostałych modułach, inne każdy chętny bez problemu znajdzie w Sieci. Dyski twarde wyręczają nas w gromadzeniu danych, tak jak koparka zastępuje robotnika przy kopaniu dołu. To co nam najbardziej potrzebne, to wiedzieć czego, gdzie i po co szukać. 
Kształćmy się wszechstronnie tak, abyśmy rozumieli świat i samych siebie. Taki ideał przyświecał ludziom renesansu. Może potrzebny nam jest nowy renesans?  Nie zachęcam do nauki łaciny ani greki. Przenoszę tylko sprawdzoną ideę w nasze czasy i wypełniam ją nową treścią.

Wiem, wiem... Już wiele pięknych frazesów zapisano w programach i nie chodzi mi o pomnażanie pustosłowia, ale o wskazanie, jak wiele ważnych rzeczy pomija szkoła. Kto będzie tego uczył? Nie wszyscy rodzice są na tyle kompetentni. Z drugiej strony, ładuje się w uczniowskie łepetyny zasoby wiedzy, które nigdy nie będą wykorzystane. Hmm, może już czas coś tu zmienić?

4 komentarze:

  1. Przyznam że przeczytałam tę notkę niemal na jednym wdechu mojej mamie.
    Święta prawda, po wejściu w dorosłe życie rozliczenie podatkowe uzupełniała mi koleżanka po ekonomiku która dorabia w ten sposób do studenckiego życia, najprostsze zakupy robię z kalkulatorem w dłoni bo nie umiem ocenić ktory produkt wyjdzie najtaniej, mam problem z napisaniem listu motywacyjnego, gubię się w obcym mieście próbujac użyć mapy... Świetnie radzę sobie za to z obliczeniem objętości walca czy prostopadłościanu, piszę genialne charakterystyki i potrafie multum innych zbędnych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ty jeden masz takie odczucia, dlatego prowadzę ten blog:) Wypuszczamy dzieciaki ze szkół bez wielu umiejętności niezbędnych w naszym świecie. Dobrze, jeśli rodzice potrafią częściowo uzupełniać te luki i młodzi nie muszą się uczyć na własnych błędach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje panie Tomaszu za wspaniały blog. W dzisiejszych czasach wielu pisze różne blogi, ale jakże niewielu ma cokolwiek ciekawego do powiedzenia w nich. Pan jest tym nielicznym wyjątkiem, który to oprócz prawidłowej oceny sytuacji, co nie jest raczej skomplikowane (choć większość naszego "wyedukowanego społeczeństwa" i tego nie potrafi) potrafi podać konstruktywne rozwiązania. Konstruktywne a zarazem w formie otwartej dającej dalsze pole do dyskusji. W 100% zgadzam się z pana analizą i 10 punktami niezbędnymi do prawidłowego procesu kształcenia młodzieży. Sam co prawda nigdy nauczycielem nie byłem i raczej nie będę, a więc i moje doświadczenie od tej strony jest żadne. Niemniej jednak ma dużo przemyśleń z drugiej strony barykady jako uczeń a teraz jako ojciec 2 uczniów. Chciałbym uzupełnić Pana 10 punktów o 2 własne. 12. W polskiej szkole absolutnie brakuje czegoś co można by chociażby w zarysie nazwać erystyką. Ludzie nie potrafią się komunikować co widać niemalże na każdym publicznym forum. Burzliwe dyskusje odbywają się dziennie setki razy ale nikt tym biednym nastoletnim jak i dorosłym forumowiczom nigdy nie powiedział jak mają dyskutować. Argumenty przeplatane pseudoargumentami, atakami ad personam, poniewieraniem autorytetów a także dużą dawką agresji. Co z tego, że Jaś nie będzie robił błędów ortograficznych, i składał ładne zdania skoro z tych zdań z logicznego punktu widzenia nic nie będzie wynikało. Szkoła uczy monologów czy to w postaci wypracowań czy to indywidualnych wystąpień, referatów itp ale absolutnie nie uczy jak korzystać z wiedzy innych ani do czego służą dyskusje. Jak można rozwijać się i dochodzić do wartościowych wniosków w oparciu o wymianę poglądów i kulturalną dyskusję. Praca w grupach praktycznie nie istnieje a jeżeli nawet jest to jest przeprowadzana w taki sposób, że 1 odwala robotę za wszystkich i w efekcie mamy pracę indywidualną z wieloma autorami.

    Drugim punktem którego tu brakuje to rozwój pasji. Obecna szkoła oferuje mało albo wręcz nic dla ludzi którzy mają konkretne pasje. Szkoła dziś uczy średniaków wszystkiego i jednocześnie niczego. Jaki sens ma uczenie rozwoju pantofelka czy mechanizmów mitozy albo mejozy kogoś kto interesuje się literaturą. Albo po co umysłowi ścisłemu analiza ukrytych przesłań w Konradzie Walenrodzie. Kiedyś na prawie Handlowym dr Kryński powiedział."Na egzaminie nie będę wymagał wiele ale będę wymagał aby student wiedział to sam i umiał to zastosować." Bezproduktywnie próbujemy nauczyć ucznia czegoś czego on nie będzie chciał wiedzieć a co za tym idzie zastosować. Udzielałem kiedyś korepetycji z matematyki. Akurat było przerabiane twierdzenia Talesa. Chłopak tego za bardzo nie kumał więc zabrałem go na podwórko i zaczęliśmy liczyć odległości do różnych obiektów. Jakież było jego zdziwienie gdy okazało się, że to twierdzenie do czegoś się przydaje poza zadowoleniem matematyka. Tak powstają właśnie pasje, kiedy my zauważamy, że coś co się nauczyliśmy do czegoś konkretnego się przydaje. Gdybyśmy zapytali 100 maturzystów
    do czego wykorzystać rachunek całkowy lub różniczkowy to gwarantuję, że 98 nie miałoby bladego pojęcia. A trygonometria? jakże niezbędna i pożyteczna z tym, że nikt nie wie do czego. Przykłady można mnożyć ale dopóty dopóki młodzież nie będzie wiedziała do czego służy zdobywana wiedza dopóty nie pojawi się pasja, a jak nie pojawi się pasja to będziemy mieli wyedukowanego ignoranta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że umiejętność dyskusji mieści się w punkcie "Odbiór i tworzenie tekstów". Ma pan rację, poziom dyskusji w Internecie zatrważa i dobrze by było, gdyby szkoła dawała ćwiczenie także z tej formy wypowiedzi. Komunikacja w Sieci to w ogóle specyficzna kwestia, prawie wcale niedostrzegana w szkole.

    Szkoła równa do średniej, a że uczy niepotrzebnych i de facto zanikających w naszym świecie umiejętności, ta średnia systematycznie się obniża. Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że młodzi są coraz głupsi. Lepiej powiedzieć, że oni osiągają wysoki poziom, ale w zupełnie innych dziedzinach, niż my sprawdzamy. Kiepski z historii czy matematyki nastolatek może nakręcić świetny teledysk o swoim podwórku. Tylko który wśród szanownych pedagogów będzie tym zainteresowany?

    I pasje... to się wiąże ze skostniałym programem. Wiele z nich pozostaje poza zasięgiem naszej edukacji. Gdy mówimy o usuwaniu niedzisiejszych lektur z kanonu, zaraz podnosi się święte oburzenie. Ale gdzieś trzeba zrobić miejsce na te pasje, z czegoś zrezygnować. Ten przykładowy "Konrad Wallenrod" wraz z pantofelkiem będą bronione jak niepodległość. Tymczasem to iluzja, że nauczymy młodzież tego wszystkiego, jeśli nie będzie to jej interesować, zastosuje po prostu starą dobrą metodę 3xZ. Tu trzeba by całkowicie przeformułować organizację szkoły i rolę nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń