niedziela, 2 czerwca 2013

Matura z polskiego, cz. I

Czekając na wyniki kolejnego egzaminu maturalnego, zaczynam cykl o edukacji w planie trochę węższym. Nie znaczy to, że porzucam szersze spojrzenie. Matura z polskiego (nie bez przyczyny) stała się ulubionym chłopcem do bicia dla uczniów, ich nauczycieli i wszelkiej maści komentatorów systemu edukacji. Mówi się, że jest za łatwa lub że odpowiedzi nie da się przewidzieć. Że równa dobrych uczniów w dół, a słabych w górę. Że zagadnienia i lektury, delikatnie mówiąc, trącą myszką. Które z tych zarzutów są słuszne? W tym i kolejnych wpisach pokuszę się o ocenę aktualnej formuły egzaminu maturalnego z języka polskiego. 

Zarzut 1

formułowany jest najczęściej przez uczniów, twierdzących, że matura pod klucz jest jak sprawdzian z jasnowidzenia - trzeba zgadywać co znajduje się okrytym mgłą tajemnicy kluczu. Na ile to stwierdzenie jest prawdziwe?

Noblistka. Licencja CC BY-SA 3.0;
autor:  Mariusz Kubik
Na poparcie tego sądu chętnie przytacza się przykład Wisławy Szymborskiej, która ponoć nie potrafiła zinterpretować własnego wiersza według maturalnego zestawu odpowiedzi. Muszę zmartwić maturzystów, pocieszających się w swoich porażkach autorytetem poetki. Ta historia jest całkowicie wyssana z palca, o czym co jakiś czas bezskutecznie usiłuje przypominać wieloletni sekretarz noblistki, Michał Rusinek.

Bliżej prawdy są ci, którzy powołują się na przykład publicysty (zwykle nie wiedzą, którego), któremu test czytania ze zrozumieniem własnego tekstu (poziom rozszerzony, tego też nie wiedzą) poszedł ponoć nie najlepiej. W różnych wersjach tej legendy spotkałem się z wynikami, które oscylowały pomiędzy 45 a 66%. 

Chodzi zapewne o eksperyment Jerzego Sosnowskiego z 2009 roku. Wypadł on znacznie lepiej niż życzyliby sobie tego zdesperowani maturzyści. Na 10 pytań tylko w jednym jego odpowiedź była niepełna. Całą historię można prześledzić tutaj: test maturalny, klucz i wpis Sosnowskiego

Zresztą, nawet gdyby poetka rzeczywiście wyłożyła się na analizie własnej poezji, a przykład Sosnowskiego nie przypominał dowcipu o rowerach na Placu Czerwonym z Radia Erewań, tak formułowany pod adresem klucza maturalnego zarzut wciąż byłby całkowicie nietrafny. Dlaczego? 

Pytanie, które sprawiło Sosnowskiemu kłopot, zaczynało się od słów: Nazwij dwa środki językowe... Czy pisarz musi znać wszystkie środki językowe i artystyczne, które stosuje? Używa ich często bezwiednie, bo czuje, że tak tekst brzmieć powinien. Może być jak bohater komedii Moliera, nieświadomy, że od 40 lat mówi prozą. Czy rolnik potrafi wyrecytować skład chemiczny nawozów, które stosuje? Artysta to nie filolog (znawca literatury), rolnik to nie chemik. Nie muszą umieć dokonać naukowego opisu tego, co robią (choć na pewno znajomość rzeczy by nie zaszkodziła). Maturzysta zaś to według obecnych standardów filolog in spe. Egzamin sprawdza umiejętność pracy z tekstem z użyciem właściwej terminologii z warsztatu analizy literackiej, a nie (wielokrotnie obśmiane) zgadywanie, co autor miał na myśli.

Jest jednak coś, co nie pozwala spokojnie odłożyć ten zarzut między bajki. Zakładam, że na poziomie podstawowym uczeń zdolny, który opanował cały materiał, poprawnie rozwiązuje wszystkie zadania. Że jest pewna liczba uczniów, którzy wychodzą ponad wymagania programu, a więc osiągną wynik 100%. Tymczasem na wykresie zamieszczonym w sprawozdaniu warszawskiego OKE z egzaminu maturalnego 2012 wygląda to tak, jakby pełne opanowanie wymagań poziomu podstawowego było prawie niemożliwe:
Wyniki matury z języka polskiego 2012 (wykres ze sprawozdania OKE w Warszawie)
Wykres (pomijając aberrację około 30%, specyfika przedmiotów nieścisłych, o której później) jest wzorcowym przykładem krzywej Gaussa. Wynik maksymalny na poziomie podstawowym jest niemal nieosiągalny. Dla porównania poniżej: nieco inaczej mają się sprawy na matematyce i języku angielskim:
Wyniki matury z matematyki 2012 (wykres ze sprawozdania OKE w Warszawie)
Wyniki matury z języka angielskiego 2012 (wykres ze sprawozdania OKE w Warszawie)
Na tych wykresach krzywa wygląda podobnie, ale jest jak należy przesunięta w prawo i urywa się trochę poza szczytem. O ile na matematyce można opanować cały program i udało się to niemal tysiącowi abiturientów, na angielskim ponad dwóm tysiącom, to z polskiego taki wynik osiągają jednostki. Co powoduje tę rzeź dobrze przygotowanych maturzystów na prostym (bo o poziomie podstawowym tu mowa) egzaminie z języka ojczystego? 

Winowajcą za taki stan rzeczy jest klucz odpowiedzi. Nie jest trudno wstrzelić się w dwie, trzy, cztery odpowiedzi z klucza na (przykładowo) dziesięć możliwych. To jak szukanie różnic na dwóch niemal identycznych obrazkach. Pierwsze znajdziemy od razu. Ostatnia jest najcięższa do zlokalizowania. Utrudnieniem dla maturzysty doskonałego (dążącego do 100%) jest dodatkowo to, że nie może być pewien, co zostało uznane w kluczu za istotny szczegół (czyli kolejną różnicę na obrazku). Mając swoją idee fixe w analizie i interpretacji (dobry krytyk tym się różni od miernego, że widzi to, czego inni nie dostrzegają), oddali się od klucza i poprowadzi interpretację w inną stronę. Na pewno zdobędzie pewną pulę punktów, kamienie milowe (oczywistości) zawsze będą poza dyskusją. Ale straci punkty dla najlepszych, już nie będzie miał swoich upragnionych 100%, choć nie popełni ani jednego błędu.

Poza tym nawet hipotetyczny idealny maturzysta nie wie, który wątek ma zbadać dogłębnie, a który potraktować pobieżnie. Czy to, co napisał zdaniem egzaminatora już wyczerpuje temat, czy nie. Dopiero w opublikowanym kluczu się dowie, że do “wyczerpania tematu” potrzeba było sześciu spostrzeżeń z analizy fragmentu i dwóch z odniesienia do całości lektury. A jeśli on zrobił na odwrót? Przeciętniakowi nie czyni to różnicy, tu i tu zdobędzie po dwa punkty i będzie kontent. Ale dla wyczynowca to jest podcinanie skrzydeł.

Nasz wyimaginowany maturzysta doskonały potrafi analizować tekst, nie umie jednak przewidywać woli twórcy klucza. Nie zna w pełni reguł gry, w którą grać mu przyszło. Ten szczegółowy “podręcznik gracza” nie jest potrzebny średniakom, ale maturzyście z powyższego przykładu jego brak uniemożliwia zademonstrowanie swojej doskonałości. 
Licencja CC BY-SA 3.0; autor: Sanjay ach

Nie trzeba więc, czego obawia się wielu maturzystów, czytać w myślach poecie. Problem leży gdzie indziej. Jeśli chce się być prymusem, trzeba mieć przy sobie podręczną szklaną kulę, żeby zgłębić tajniki umysłów członków zespołu tworzącego klucz. W obu opisanych wyżej mechanizmach dochodzi do zaniżania wyników uczniów zdolnych. Na maturze łatwo pomylić ucznia dobrego z celującym, bo im wyżej plasuje się na skali, tym bardziej jego ocena podlega przypadkowi. Następuje równanie wybitnych w dół, mieszanie ich z tłumem przeciętniaków. 

O kolejnych zarzutach pod adresem matury z polskiego w następnym wpisie. Napiszę między innymi o tym, jak podrasować wynik ucznia kiepskiego, żeby zdał maturę, i o kreatywności (a w zasadzie jej braku) na egzaminie.



1 komentarz:

  1. Jestem tegoroczną maturzystką i niestety matury z polskiego obawiam się najbardziej. Bardzo często nie zaliczam prac, ponieważ mam za mało punktów za temat, za mało słów, albo opisuje zamiast interpretować (nie widzę różnicy między jednym a drugim). Starałam się czytać wszystkie lektury, chyba tylko Potopu nie byłam w stanie nawet zacząć... będzie ciężko, oby mi się udało.

    OdpowiedzUsuń